Rozdział 29 - Epizody natury

Droga do Karlsruhe zajęła nam ponad siedemnaście godzin, oczywiście przez Svena, który często żądał postojów. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu, od razu zostaliśmy wyściskani przez ciocię Danusię, mamę Daniela.
Oderwałem się od cioci i z ulgą wyprostowałem plecy, gdyż miała ona sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i musiałem się mocno pochylić, aby mogła mnie przytulić.
—Przedstaw mi swojego kolegę— powiedziała, zerkając na Pawła. —Czy wy wszyscy musicie być tacy wysocy?!
Zaśmiałem się.
—Wiesz ciociu, takie geny— wskazałem na mojego pięknego. —To jest Paweł, mój... nie będę kłamał, Paweł to mój chłopak.
—A wiesz, że się domyśliłam?
—Serio?— zapytałem, lekko zaskoczony. —Ale po czym to poznałaś?
Ciocia uśmiechnęła się i powiedziała:
—Jak tylko wysiedliście z auta widziałam, jak na siebie patrzycie. To musi być coś więcej niż tylko przyjaźń.
—Ciocia detektyw— zaśmiałem się. —Rozumiem, że nie masz nic przeciwko temu?
—Oczywiście, że nie mam, głuptasie— poczochrała moje włosy, które natychmiast poprawiłem. —Mając syna geja, musiałam zaakceptować fakt, że ludzie odmiennej orientacji istnieją i nie różnią się ode mnie niczym.
Uścisnąłem ją mocno i pocałowałem w policzek.
—Cieszę się, że mam taką tolerancyjną ciocię. A teraz przywitaj się z Pawłem.
Ciocia uściskała bruneta czule i powiedziała:
—Muszę przyznać, że Karolek ma świetny gust, jesteś słodki, Pawełku. I bardzo przystojny.
—Dziękuję pani— zarumienił się mój piękny i wyswobodził się z ramion cioci, która wpatrywała się w niego z zachwytem.
—Chodźcie do domu, chłopcy, zrobię wam coś do picia bo upał dziś niemiłosierny.
Prowadzeni przez ciocię Danusię, weszliśmy do domu i do dużej, słonecznej i nowocześnie urządzonej kuchni, gdzie zostaliśmy poczęstowani lemoniadą. Pokrzepieni, rozmawialiśmy o różnych nieistotnych sprawach, ciocia wypytała nas o rodzinkę, o mieszkanie i o mamę Pawła. Później Daniel zaprowadził nas do mieszczącego się na piętrze pokoju, który na czas pobytu został nam przydzielony. Były w nim dwa łóżka, prawdopodobnie specjalnie z okazji naszego przyjazdu dostawiono jedno dodatkowe. Na ścianie wisiał trzydziestocalowy, płaski telewizor, poniżej, na małej szafce stała niewielka wieża Sony. Pokoik nie był wyposażony w górne oświetlenie, jedynie w kilku punktach na ścianach wisiały niewielkie kinkiety LED. Oczywiście mieliśmy bezpośredni dostęp do znajdującej się na piętrze łazienki, wspólnej dla nas i dla zajmujących sąsiedni pokój Daniela i Svena.
—To co, może szybki prysznic?— zapytał mój piękny, odsuwając od spoconego ciała przyklejoną do klatki piersiowej koszulkę. Już miałem się zgodzić, lecz usłyszeliśmy jak kuzyn ze swoim chłopakiem zajmują łazienkę i chwilę później doszedł nas szum wody cieknącej z prysznica.
—Chyba będziemy zmuszeni poczekać, aż Daniel ze swoją księżniczką się wykąpią— bezradnie rozłożyłem ramiona.
—He he, księżniczka— zarechotał Paweł, rozbawiony użytym przeze mnie określeniem Svena. —Trafiłeś w samo sedno, chłopak jest trochę przegięty.
—Ale mimo to da się lubić.
—Zgadzam się, jest sympatyczny, mimo swoich egzaltowanych zachowań— zgodził się Paweł. Zbliżyłem się do niego i pocałowałem w policzek.
—Gdyby nie on i jego pomoc, moglibyśmy się nie pogodzić.
—Za to jestem mu wdzięczny— odparł czarnowłosy i pogłaskał mnie po włosach. —Przez swoją głupotę straciłbym takiego pięknego blondyna, mój jedyny i niepowtarzalny ideał.
Przytuliliśmy się, lecz nic więcej nie zdążyliśmy zrobić, gdyż rozległo się pukanie do drzwi. Razem zawołaliśmy: proszę! I do pokoju wszedł Daniel, ubrany tylko w obcisłe granatowe bokserki i kołnierz z ramion uwieszonego na nim Svena.
—Łazienka wolna, idźcie pod prysznic jak chcecie— poinformował nas —Potem zejdźcie na obiad, mama robi filety z indyka.
—Jasne, dzięki— bąknąłem, odrywając się od Pawła. Chłopaki opuścili nasz pokój, a my rozpakowaliśmy nasze torby i wyjęliśmy bieliznę na zmianę, po czym potruchtaliśmy do łazienki. Nie chcieliśmy wystawiać cierpliwości cioci na próbę, więc poza szybkim prysznicem nie zrobiliśmy niczego więcej. Po powrocie do pokoju ubraliśmy się szybko i zeszliśmy do kuchni, gdzie już w powietrzu unosił się zapach pieczonego mięska. Dopóki nie poczuliśmy tego cudownego aromatu, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że tak bardzo chce się nam jeść. Niestety, musieliśmy poczekać jeszcze około pół godziny, zanim indycze piersi doszły i ciocia poporcjowała je dla nas, podsuwając na talerzach mięsko, ziemniaki i cudowną surówkę z ogórków i pomidorów, wspaniale chłodną, wyjętą prosto z lodówki. Jak stado głodnych wilków rzuciliśmy się na jedzenie, oczywiście nie obeszło się bez dokładek. Po obiedzie ciocia pozbierała naczynia i niemal siłą wybiła nam z głów pomoc przy zmywaniu, twierdząc, że to zadanie dla gospodyni.
—Wy lepiej idźcie do ogrodu, poleżcie sobie nad basenem— kategorycznie, choć z humorem wygoniła nas z kuchni. Nie chcąc narażać się przesympatycznej cioci, opuściliśmy dom i rozłożyliśmy się nad zbudowanym jeszcze przez świętej pamięci wujka basenem. Zbiornik nie był duży i głęboki, miał dwanaście na pięć metrów i w najgłębszym miejscu osiągał jedynie półtora metra. Jednak mimo niewielkich rozmiarów, pozwalał się zrelaksować i nawet popływać. Woda, bez przerwy filtrowana przez zestaw pomp, była przejrzysta jak kryształ, błękitne kafelki były przez nią doskonale widoczne. Zdjęliśmy spodenki i koszulki i porozkładaliśmy się nad samym brzegiem. Drzewa, rosnące dookoła, dawały sporo cienia, lecz można też było ułożyć się w pełnym słońcu. Paweł od razu wykorzystał basen, usiadł na jego brzegu z nogami w wodzie i chłodził się w ten sposób. Po chwili wszyscy poszli w jego ślady, nawet marudny Sven cieszył się jak dziecko, gdy chłodna woda omywała mu stopy.
—Heej, przystojniaki!— od strony domu doleciał nas głosik Pauliny. Prawie w biegu rzuciła się na szyję Pawłowi, następnie dopadła mnie, Daniela i na końcu Svena.
—Skąd ty się tu wzięłaś?— zapytałem zdziwiony. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i odparła:
—Przyjechałam przed chwilą z mamą, jak mogłabym sobie darować końcówkę wakacji bez was, moich ukochanych gejuchów.
—Bardzo zabawne, mała lesbo— odparłem wesoło, wiedząc, że siostrzenica nie obraża się, kiedy tak na nią mówię. Pokazała mi tylko język i lekko uderzyła w bark.
—A Dawid nie przyjechał z wami?— zapytała.
—Został u babci, bardzo jej na tym zależało. Chce chyba malować mieszkanie, czy coś i prosiła, żeby młody jej pomógł.
—A, no to jest usprawiedliwiony. Idę wziąć błyskawiczny prysznic i zaraz do was dołączę!— zawołała i pobiegła do domu. Nie minęło nawet piętnaście minut, a już wracała, przebrana w kostium kąpielowy, niosąc tacę z kubkami i dzbankiem soku z lodem, przygotowanym zapewne przez ciocię.
—Macie, chłopaki— postawiła tacę nad brzegiem basenu i usiadła z nogami w wodzie, podpierając się za plecami ramionami. Patrząc na nią, musiałem uczciwie przyznać, że jak na swoje trzynaście lat miała niezwykle zgrabną sylwetkę i bardzo kobiece kształty. Nie była bardzo wysoka, ale miała proporcjonalną budowę ciała, długie nogi i bardzo kształtny, niewielki biust oraz płaski brzuch. Podobała się chłopakom i nie tylko.
—To co, pedałki, jakie plany na wieczór?— zapytała, chlapiąc nogami w basenie.
—Po osiemnastej pójdziemy w miasto, zgadałem się z pewnym przyjacielem z dawnej klasy— odparł Daniel.
—Mam nadzieję, że upał trochę odpuści— westchnął Paweł i wskoczył do basenu. —Inaczej pozdychamy na mieście.
—Spokojnie, nie roztopisz się— Paulina ochlapała go, machając stopą. Brunet uśmiechnął się wrednie, złapał ją za nogi i wciągnął do basenu. Zanurzyła się cała, po chwili wystawiła głowę ponad powierzchnię i wciąż się uśmiechając, zaczęła chlapać wodą na mojego ukochanego. Wkrótce wywiązała się regularna wojna, woda chlapała wszędzie, nie szczędząc również nas, postronnych obserwatorów. W końcu przyłączyliśmy się do zabawy, basen stał się polem zaciekłej bitwy. Nie było koalicji, nie było stronnictw, granic ani stron konfliktu, każdy walczył z każdym, starając się jak najbardziej zmoczyć i tak już mokrych rywali.
Nagle Sven skoczył na Daniela i podtopił go, ale kuzyn wywinął się z jego objęć pod wodą, odbił od dna i wypłynął kilka metrów od nas. Zaśmiał się i pokazał chłopakowi język, ale Sven triumfalnie pomachał w powietrzu wyłowionymi bokserkami Daniela.
—Look what i got here, it's my trophy!— zawołał purpurowowłosy, machając gatkami kuzyna i uśmiechając się. Daniel pisnął jak myszka i zasłonił się rękoma.
—Oddaj gacie, szalony!— zaśmiał się i ruszył w stronę Svena.
—Wujaszku, nie bądź taki wstydliwy— powiedziała Paulina, stając mu na drodze. —Nic co ludzkie nie jest nam obce.
Odważna dziewczyna zdjęła stanik od kostiumu i rzuciła na brzeg. Daniel wpatrzył się w jej falujące na powierzchni piersi i zaczerwienił się malowniczo.
—No co ty...
—Co w rodzinie, to nie zginie— zaśmiała się siostrzenica i pod wodą zdjęła majtki od kostiumu. Pomachała nimi w powietrzu i rzuciła w stronę brzegu. Niestety, niezbyt celnie, gdyż trafiła nimi mnie, a konkretnie dostałem prosto w twarz.
—Szalona babo, nie rób scen, bo jak ciocia zobaczy to odeśle nas do domu— ostrzegłem, ściągając jej część garderoby z twarzy i rzucając na brzeg.
—Spokojnie, pojechały z moją mamą na zakupy, nie będzie ich kilka godzin— zaśmiała się. —Zdejmować gacie, zrobimy sobie nude pool party!
—Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
—To doskonały pomysł, bo mój, a ja nie miewam złych pomysłów.
Zanurkowała i pod wodą próbowała pozbawić mnie bokserek, ale dzielnie broniłem się przed odsłonięciem klejnotów rodzinnych.
Sytuację rozładował Sven, który pozbył się swoich mocno wyciętych, fioletowych slipek.
—Ja goły— powiedział łamaną polszczyzną. —Wy też musi goły.
Z takimi argumentami nie dało się polemizować, więc posłusznie zdjąłem gatki. Rozebrał się również Paweł, rumieniąc się jak dziewica.
Galoty poszybowały na brzeg a my, całkiem nadzy, zaczęliśmy się chlapać wodą jak banda dzieciaków. Zmęczony Daniel dotarł do brzegu i oparł się wykafelkowaną krawędź basenu. Chwilę później dołączyliśmy do niego, zabawa zmęczyła nas. Nawet chłodna woda nie była w stanie złagodzić upału. Sven wyskoczył z wody i usiadł na brzegu, prezentując wszystkim gładko wydepilowane krocze. W jego ślady natychmiast poszła Paulina, rozwalając się wygodnie na brzegu.
—Bezwstydnicy!— zawołałem z udawanym oburzeniem. —Pan w niebiosach spali was gromem za wasze lubieżne czyny!
Daniel, wyskakując na brzeg obok swojego chłopaka, przetłumaczył mu moje słowa, na co ten roześmiał się serdecznie. Dołączyłem do siedzących na brzegu, pozbywając się resztek wstydu. W końcu, jak mówi przysłowie, nikt nie jest nagi tam, gdzie wszyscy są nadzy.
—No to się opalamy— stwierdziła Paulina, ukradkiem zerkając na nasze organy płciowe. —Muszę przyznać, że macie imponujące rozmiary, wujaszkowie.
—Ekhem... dzięki— bąknął Daniel, ale dziewczyna pokazała mu język.
—Miałam na myśli Karola i jego lubego. Ty, wujaszku,należysz do średniaków. Aczkolwiek niczego ci to nie ujmuje, jesteś facet jak należy.
—Teraz nie jestem pewien, czy powinienem ci podziękować, czy utopić— kuzyn odgarnął mokre włosy z oczu.
—Dziękuj, nie każda lesbijka potrafi docenić faceta.
—No to, ten, dzięki.
—Voila, wujas— wyszczerzyła do niego zęby. —Pamiętaj, podobno rozmiar się nie liczy— zerknęła na krocze siedzącego obok Pawła. —Ale zdecydowanie robi wrażenie.
Mój ukochany wstydliwie zakrył klejnoty i zarumienił się. Paulina zaśmiała się.
—Nie ma czego się wstydzić, Pawełku. Nie jesteś pierwszym gołym chłopakiem, którego widzę.
Sięgnęła po kubek i dzbanek z sokiem.
—Kto chce się napić?
Wszyscy zgodnie wyrazili chęć pokrzepienia się zimnym napojem.

##

Wieczór był zdecydowanie chłodniejszy, powiewał nawet lekki wiatr, który mógł być zapowiedzą deszczu. Na jednej z głównych ulic miasta spotkaliśmy się z kolegą Daniela, Liu, którego ojciec był Chińczykiem. Chłopak miał zdecydowanie azjatyckie rysy i budowę ciała, wyglądał na szczupłego dwunastolatka, choć skoro znał się z kuzynem ze szkoły, musiał być pełnoletni. Na szczęście dość płynnie posługiwał się angielskim, więc nie potrzebowaliśmy Daniela jako tłumacza. Zaprosił nas do knajpki, którą prowadzili jego rodzice. Serwowali tradycyjną chińską kuchnię, ale mieli też w ofercie potrawy typu hamburger i pizza, jak też niemieckie piwa.
Liu zamówił dla wszystkich paluszki krabowe i po kuflu zimnego Paulanera.
—Ale jesteście wielcy— stwierdził, spoglądając na mnie i na Pawła. —Przy Danielu czułem się jak karzeł, ale przy was już całkiem wpadłem w kompleksy.
Rzeczywiście, był niski, nawet nasz przyjaciel Nugi, który miał niecały metr siedemdziesiąt był wyższy od niego.
—Zupełnie niepotrzebnie, wielu ludzi uważa, że małe jest piękne— pocieszyłem go.
—Wolę określenie: niski.
—Oczywiście, przepraszam.
—Małe jest piękne, ale duży może więcej— dorzucił dość niefortunnie Sven, wprawiając nas w zakłopotanie. Liu skrzywił się wyraźnie. Odniosłem wrażenie, że nie zapałał wielką sympatią do chłopaka mojego kuzyna. Sven chyba zorientował się, że palnął głupstwo i przeprosił. Do końca wizyty w restauracji nie odezwał się już ani słowem.
Tymczasem niebo nad Karlsruhe ciemniało, i to wcale nie z powodu zmierzchu. Burzowe chmury zbierały się nad miastem, w końcu z oddali doleciał przytłumiony odgłos gromu.
—Oj, chyba zmokniemy w drodze powrotnej— zmartwił się Daniel.
—Niedobrze— jęknął Paweł. Zaśmiałem się do niego.
—A jeszcze niedawno bałeś się, że roztopisz się jak kostka masła przez upał. Ciężko ci dogodzić.
—Nie lubię się pocić, ale moknąć też nie lubię.
—Wcale nie musicie wracać do domu, możecie zostać u mnie— zaproponował Liu. —Rodzice mieszkają nad knajpką, ale ja wynajmuję domek na przedmieściach, niedaleko rzeki.
—W takim razie muszę powiadomić mamę, żeby się nie martwiła— kuzyn wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer cioci. Krótko poinformował ją, że zostaniemy u Azjaty.
—No i super!— ucieszył się Liu. —Rano możemy skoczyć na plażę, nad rzeką jest takie fajne miejsce na piknik.
—Masz na myśli TĘ plażę?— Daniel uśmiechnął się tajemniczo.
—Dokładnie tę— odparł Liu, szczerząc do niego zęby.
—Co to za plaża?— zapytała Paulina, która do tej pory poza przywitaniem się z Azjatą nie zmieniła z nim nawet zdania.
—Spodoba ci się, jest w twoich klimatach— zaśmiał się Daniel.
—To znaczy?
—Zobaczysz rano— uciął dyskusję, udając zasuwanie ust na zamek błyskawiczny. Dziewczyna wzruszyła ramionami i nie pytała już o nic.
Burza była coraz bliżej, nie mogło już być mowy o powrocie do domu pieszo, więc Liu zapytał:
—To co, jedziemy do mnie?
Wszyscy zgodnie stwierdzili, że skończyli posiłek i wstali od stolika. Chińczyk zamówił taksówkę, która zabrała nas do jego domku.

##

Domek Liu był właściwie drewnianą całoroczną altaną, krytą dachówką, z centralnym ogrzewaniem i ładnym gankiem. Taksówka wysadziła nas przed wejściem na niewielkie podwórko, od domku dzieliło nas może dziesięć metrów, ale deszcz lał tak ostro, że zanim dotarliśmy do zadaszonego ganku przemokliśmy do suchej nitki.
—Cholera, spodnie tak mi zmokły, że nie mogę wyciągnąć klucza z kieszeni— stęknął Azjata, mocując się z kieszenią. W końcu udało mu się wysupłać klucze i otworzył drzwi. Zaprosił nas do środka i zamknął za sobą drzwi.
—Zdejmijcie buty i wchodźcie do saloniku. Dałbym wam jakieś suche ubrania, ale jestem trochę niski i nie będą na was pasowały.
—Nie przejmuj się, chyba nic się nie stanie jak posiedzimy w samej bieliźnie— odparł Daniel.
—No to tam jest łazienka, możecie zdjąć ciuchy i powiesić do wysuszenia— wskazał na drzwi do łazienki. Pierwsi weszli Sven z kuzynem.
Liu zdjął koszulkę, pokazując szczupłe, delikatne ciało.
—Przebiorę się i zrobię coś do picia— powiedział, otwierając pokój. —Chcecie coś, kawę, herbatę, piwo, coś mocniejszego?
—Może coś mocniejszego na rozgrzewkę?— zapytałem, spoglądając na Pawła, który przytaknął.
—Mam szkocką, polską Wyborową i jakieś węgierskie słodkie wino.
—To może po lampeczce winka dla nas— poprosił mój książę.
Liu kiwnął głową i zniknął w swoim pokoju a my weszliśmy do saloniku. Pomieszczenie nie było zbyt wielkie, ale urządzone w taki sposób, by nie zostało zagracone niepotrzebnymi meblami. Między dwoma oknami na ścianie dzielącej salonik od przedpokoju, wisiał spory telewizor. Przy przeciwległej ścianie stała kanapa, niski stolik i dwa fińskie fotele z giętego drewna. Nie śmieliśmy usiąść na żadnym meblu w mokrych ubraniach, więc czekaliśmy aż wróci gospodarz. Nie kazał na siebie długo czekać, wszedł po niecałych pięciu minutach, już przebrany, niosąc trzy kieliszki wina na metalowej tacy. Zaraz za nim weszli Daniel i Sven. Liu postawił tacę na stoliku i zapytał ich, czy chcą coś do picia, a nas wygonił do łazienki. Poszliśmy się rozebrać. A kiedy wróciliśmy, kuzyn ze swoim chłopakiem popijali sobie Whiskey a nasze kieliszki z winem czekały na stoliku. Usiedliśmy na kanapie razem z Liu, gdyż Daniel i jego duński kochanek zajęli fotele. Paulina poszła się rozebrać i wróciła owinięta duży, plażowym ręcznikiem.
—I jak wam się podoba mój domek?— zapytał Chińczyk, pociągając wino z kieliszka.
—Przytulny, mógłbym taki chcieć— stwierdziłem po rozejrzeniu się wokół. Liu uśmiechnął się.
—Wynajmuję go od pewnego starszego małżeństwa z Bonn. Pracuję w knajpce rodziców, więc pięćdziesiąt euro miesięcznie nie jest dla mnie wielkim wydatkiem za taki domek.
—Taniocha, u nas za wynajęcie małego mieszkania zapłaciłbyś więcej— oznajmił zaskoczony Paweł.
—Starsi państwo chcieli dwa razy tyle, ale pomogłem im przy remoncie i wynegocjowałem taką niską stawkę na stopie przyjacielskiej.
—Warto było pomóc— dodałem.
—Warto za to wypić— rzucił Sven, czym zapewne chciał przypodobać się Liu za swój głupi tekst na temat wzrostu. Azjata chętnie przystał na taki toast, więc wypiliśmy po pół lampki. Tylko Sven opróżnił swoją szklankę Whiskey do dna. Odstawił ją na stolik, krzywiąc się jakby wypił gorzkie lekarstwo. Powoli rozkręcały się różne tematy, najpierw rozmawialiśmy o sporcie, trochę o ogłupiających programach telewizyjnych, po czym zeszliśmy na temat muzyki. Azjata interesował się ogólnie sztuką, a muzyką w szczególności. Pokazał nam swą kolekcję płyt, którą ukrywał w komodzie przy telewizorze. Miał niezwykle szerokie horyzonty muzyczne, poczynając od bluesa, soft rocka, po metale ciężkie, ale najwięcej płyt zawierało irlandzki folk w rockowych aranżacjach. Słuchaliśmy muzyki, piliśmy wino i Whiskey, rozmawialiśmy o różnych sprawach. Wieczór minął spokojnie i miło, wśród szumu deszczu i grzmotu gromów.

##

—To właśnie ta plaża, o której mówiłem.
Zanim weszliśmy na rozgrzany słońcem piasek, Liu zdjął już koszulkę i buty. Poszliśmy w jego ślady, gdyż od rana słońce postanowiło pokazać nam, na co je stać. Grzało niemiłosiernie, więc z przyjemnością pozbyliśmy się koszulek, spodenek i butów.
Nic nie zapowiadało tego, co zastaliśmy na samej plaży. Zaskoczenie było pełne. Plaża roiła się od ludzi leżących na kocach i materacach, kąpiących się w rzece. Wszyscy byli nadzy. Azjata celowo zaprowadził nas na plażę naturystów, znajdującą się niedaleko jego domku. Ludzie w różnym wieku i różnej płci, nadzy jak mieszkańcy biblijnego Edenu, zażywali kąpieli wodnych i słonecznych.
—Ożesztywżyciu— sapnęła z wrażenia Paulina, najwyraźniej zadowolona z tego, że znalazła się w takim miejscu. —U nas nie ma takich plaż.
—A tutaj to normalne, nikt się nie krępuje— Chińczyk zdjął spodenki i slipki, ukazując światu swe skarby. Sven zapatrzył się w jego krocze i jako drugi pozbył się ubrań. Powoli, nieco skrępowani, rozebraliśmy się wszyscy i porozkładaliśmy koce na rozpalonym piasku. Głowy Svena i Pauliny kręciły się na wszystkie strony, obserwując nagich ludzi. Gdyby umocowane były na gwintach, prawdopodobnie odkręciłyby się i spadły im z ramion. Paweł był spięty, ja również, gdyż niezbyt często bywaliśmy w towarzystwie tylu roznegliżowanych osobników.
—I jak wam się podoba?— zapytał Liu, siadając w szerokim rozkroku na kocu.
—Dla mnie rewelacja!— entuzjastycznie oznajmiła siostrzenica, bez skrępowania gapiąc się na kilka młodych dziewczyn, grających w frisbee.
—Jest spoko, chociaż dla mnie to coś nowego— powiedziałem i rozłożyłem się na kocu. Liu zerknął na mnie i Pawła, taksując nasze organy.
—Raczej nie macie się czego wstydzić, chłopaki. Takie wyposażenie nie jest tu zbyt często widziane.
Usiadłem, krzyżując nogi by choć trochę osłonić się przed jego wzrokiem.
—Yhm, dzięki...
Paweł położył się na brzuchu, wystawiając na widok swoje fantastyczne pośladki, których mogłoby mu pozazdrościć większość supermodeli. Najlepiej bawili się kuzyn ze swoim Svenem, leżeli rozłożeni bezwstydnie, prezentując całej plaży swoje genitalia.
Mój piękny szturchnął mnie łokciem w biodro i pokazał, żebym pochylił się do niego.
—Stanął mi— szepnął mi do ucha, kiedy to zrobiłem. —Teraz za szybko stąd nie wyjdziemy.
Potaknąłem i sam poczułem drgnięcie członka, na myśl o jego erekcji. Szybko położyłem się na brzuchu obok niego, by nie robić scen. Czarnowłosy spojrzał na mnie ze zrozumieniem i szepnął:
—Ty też?
—Mhm.
—No to mamy przesrane...— westchnął.

Tymczasem upał narastał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz